Tarnów

Spotkania z tymi, których znamy i lubimy zawsze nas cieszą, pozwalają złapać oddech, dystans do wielu spraw i sytuacji… Z tymi, których nie znamy, rzecz przedstawia się trochę inaczej. Czujemy się nieco niepewni, ale ciekawi nowych ludzi i mamy nadzieję, że znajdziemy z nimi wspólny język. Zawsze chciałam poznać osoby chore na miastenię, dlatego – gdy ruszyliśmy razem z Warszawą, aby zebrać miastusiów – postanowiłam działać w Tarnowie. Na moje ogłoszenia odpowiedziało parę osób. Utworzyła się mała grupka miastusiowa, chętna na spotkanie. Pierwsze odbyło się wiosną br. Szłam podekscytowana do pizzerii, tam, gdzie się umówiliśmy o godz. 14.30. Zbliżała się już pora, a nikogo nie było… Dosłownie na styk przyszły obie panie. Rozpiętość wieku między nami była znaczna, ale to naprawdę nie miało znaczenia – nie czułyśmy żadnych barier, rozmowa popłynęła wartko jak potok. Miastenia była tematem wiodącym – co można robić, czego unikać, jak się chronić przed infekcjami, jakie jest dostępne leczenie, który lekarz orientuje się w chorobie, no i w końcu – jak żyć, aby się miastenii nie podporządkować. Nasze następne spotkanie, prawie w pełnym składzie, odbyło się latem w kawiarni. Rozmowa o miastenii była tym razem tematem pobocznym. Rozmawiałyśmy o rodzinie, hobby, małych i dużych przyjemnościach, skupiłyśmy się na tym, aby się lepiej poznać. Wychodziłyśmy z tych spotkań umocnione, pełne radości, że mogłyśmy się wymienić doświadczeniami, że nie jesteśmy same… Pozostajemy cały czas w kontakcie telefonicznym. Następne spotkanie planowane jest znów na wiosnę, i mamy nadzieję, w poszerzonym składzie.

Autor: Marlena (Marilyn)

Kategoria:

Skomentuj wpis (0) →